. . . wróć

Na białej stopie.

Strasznie mi tego roku mróz wziął Paryję w kleszcze. O ile mroźne wiatry jedynie niewielką mi krzywdę robią, mróz mocno daje się we znaki. Schodzące wieczorem w dół zimne masy powietrza zamyka od wschodu porastająca dno doliny olszyna. Od południa opierają się one o stromą ścianę lesisto-skalistego zbocza.
O wiejącym wietrze dowiaduje się tylko od szumiących na wierzchowinie sosen, które skądinąd skutecznie pozbawiają mnie i tak lichego, zimowego słońca. Zamknięta w ten sposób dolina stanowi wieczne zmrozowisko, skracające co najmniej o dwa tygodnie okres wegetacyjny, co wyraźnie widoczny po czasie zakwitania kaczeńców. Ten swoisty mikroklimat i śródskalne zakamarki okoliczna ludność wykorzystywała do przechowywania żywności. Raz nawet jednego chłopa przed drugim zdradził ujadający nocą pies, i następnego dnia już w grocie sadła nie było.

tl_files/Artykuly/na_bialej_stopie/paryja-agroturystyka-spacer.jpg


Wstałem rano nieco zmarznięty, bo okna liche i spod podłogi strasznie ciągnie. Tak to jest gdy się gacenia chałupy na zimę zaniedba. W całej wsi jedynie sąsiadka z góry jeszcze gaci podmurówkę liśćmi i obkłada jedliną, mniej więcej ponad "przycieś". Zacząłem rozpalać "trociok", najbardziej chyba ekologiczne urządzenie naszych okolic wykorzystujące odpady drzewne licznie produkowane przez okolicznych rzemieślników. Dla mieszkańców okolicznych wiosek coraz rzadziej można używać określenia chłop, czyli rolnik, bo zamiast przysłowiowej słomy z butów raczej im trociny i wióry z kapelusza wystają. Takie to zmiany nam historia niesie. Zima jak z rysunku, siwy mróz na szybach a za oknem siwe korony sosen i siwe skały. Czemu te Mędrachy Unijne pod wodzą tego niedużego Francuza tak "wiecują" nad tym klimatem. Przez Nich mi tylko trociny drożeją, bo elektrownie zaczęły je masowo wykupywać, żeby 10-cio procentową dyrektywę odnawialną spełnić. Co to za różnica dla przyrody gdzie te trociny zostaną spalone, co gorsze ile na darmo jeszcze samochody-kontenery paliwa do ich przewozu zmarnują. Będziemy chyba zmuszeni do robienia bimbru z ziemniaków na opał, bo się nieźle na naszych ziemiach udają, a spasać ich czym nie ma.

Niestety kot w sieni i koń w stajni też człowiek i oszukać się nie da, a po swojemu o jadło się dopomina. Spod jabłoni na podwórku odskoczyła sarna z koźlęciem zatrzymując się w niedalekiej odległości. Cieszyłem przez chwilę wzrok tym wdzięcznym zwierzęciem, na które nawet zwyczajowo wielu myśliwych nie poluje. Z drugiej zaś strony pomyślałem, sama się do garnka prosi i czemu prawo mi tego zabrania. Gdy taki nasz Janosik, albo wyspiarski Robinhood taką sarnę upolował i zjadł sam, ewentualnie się z biednym ludem podzielił, wszyscy nim sympatyzowaliśmy, chociaż prawo łamał. Może i ja mógłbym na odrobinę wyrozumienia liczyć. Nakarmiłem dobytek, a sam zamiast gulaszu z sarny zjadłem jakieś delikatnie nazywając niewyszukane śniadanie. Jadłem ze świadomością, że z wiosną ta sama sarna i jej męskie koźle zniszczy mi nowo posadzone modrzewie i jabłonie. Kiedyś zaproponowałem miastowym turystom, żeby trochę wcześniej wstali moją sarnę i równie szkodliwą czaplę, na stawie pooglądali. Niestety niekiedy dusza miastowa leniwa, jak tramwaj tak nie huczy, że i tak się spać dalej nie da, z łóżka nie zejdzie.

Grzyb i jagoda w lesie też miastowemu winna być posłuszna, i rosnąć tam gdzie miastowy wejść do lasu raczy. Dobrze, że w ogóle do lasu wchodzą, uprzednio strach przed kleszczem i żmiją przezwyciężywszy. Auta, quadu czy harleya to się nie boją! Oj, rozeszły się nasze ludzkie drogi! Jakaś tam tęsknota do więzi z przyrodą jeszcze w ludziach tkwi. Odsyłam tu np. do filmu A. Kurosawy pt. "Dersu Uzała".

Nie wiem gdzie jako społeczeństwo popełniliśmy błąd, że Ziemia pojmowana zarówno jako planeta i zwykły szary grunt, nie posiada należytego szacunku. Marnujemy żywność, surowce i inne dobra ziemi tak jakbyśmy byli bezkarnymi Jej panami, a nie integralną częścią przyrody. Raczej Ziemia bez ludzi sobie poradzi niż ludzie bez Ziemi. Drażni mnie bezmyślne marnotrawstwo, jak i skrajnie pojmowana ochrona. Do rangi "cielców" naszych czasów urosła potrzeba ciągłego rozwoju cywilizacyjnego mierzonego przyrostem produktu narodowego brutto. Zastanawiam się tylko czy z ciągłym przyrostem rośnie również poziom szczęśliwości ludzi.



* "Na Białej Stopie" - tropienie zwierzyny po pozostawionych na śniegu śladach, określenie myśliwskie.
* Gacenie - uszczelnianie budynku poprzez okładanie ścian mchem, słomą lub liśćmi.
* Przycieś - pierwsza, najniższa belka zrębu.

* "Miastowy" (definicja) - mieszkaniec zarówno miasta jak i wsi o konsumpcyjnym i roszczeniowym nastawieniu. Lekko mówiąc, "średnio" przetwarzający docierające do niego z otoczenia bodźce. Opierający swoje myślenie o marne medialne nowinki. Nienawykły do własnej analizy stanu rzeczywistości.

. . . wróć