. . . wróć

O początkach agroturystyki Paryja.

Otóż z różnych względów wybrałem sobie na sadybę Paryję. Ani tam nazbyt spokojnie, ani nazbyt sielankowo, ale co jest chwalić trzeba...
Doliną płynie potok, i jak na każdą wiosnę i burzę przystało, silnie wzbiera. Tegoroczne roztopy ze względu na znaczną pokrywę śnieżną i nagłe ocieplenie należały do szczególnie intensywnych. Wraz z roztopową wodą, schodzącą całym dnem doliny, napłynęło do mnie różnego dobra. Niewielki staw, którego jeszcze żadna ryba widzieć nie zdążyła, uległ poważnym zniszczeniom. Przerwany wał na mnichu wlotowym i mała przepustowość mnicha wylotowego, uczyniły z niego coś w rodzaju durszlaka. Gdy po opadnięciu wód poszedłem pooglądać straty, stwierdziłem, "że głupi to ma zawsze szczęście". W narożniku stawu tuż obok mnicha wylotowego, zaciekawiło mnie przydługawe nieco żelastwo. Podchodząc bliżej stwierdziłem, że jest to stary austriacki karabin. Znalezisko niezmiernie mnie ucieszyło, z uwagi na kolekcjonerskie zamiłowania, i pewnie znaczną wartość rynkową.

No cóż, takie znalezisko na naszym terenie jest wysoce prawdopodobne, ale niestety się nie zdarzyło. Przypłynęło za to inne bogactwo w postaci butelek PET, butelek po oleju, kawałków folii i starych szmat. Przypłynął też plastikowy nocnik, co już bardziej za wróżbę uznałem, i nawet mnie ucieszyła. Wdzięczny tym z górnego dorzecza potoku za owe dary, zebrałem je jedynie na kupę, którą po naprawieniu drogi wywiozę. Ot z nas naród - dywan w domu na całą podłogę, a z Bożej Ziemi chlew robimy.

Ta droga to też osobna historia. Jak to u nas w paryjach, dojazdu nie było, istniejąca droga nie była własnością gminy, więc nic mi innego nie pozostało, jak sobie drogę wybudować. Pewnie bym się jeszcze długo do tego nie zabrał, gdyby nie okazyjny zakup 20 ciężarówek gruzu z rozbieranej w Ołpinach cegielni. Przemierzyłem, przetyczyłem, posłuchałem doradztwa innych i pora na roboty ziemne, które obowiązkowo wiązały się z wyniesieniem korony drogi, ofosowaniem, oraz utwardzeniem odcinków o największym spadku. Roboty trwały długo i niestety zbiegły się z rozpoczęciem mojej kadencji Radnego Gminy Szerzyny. Do domu rodzinnego dotarła wieść ludowa "Ino się do Gminy dostał, a juz mu druge robio". Zareagowałem na nią trochę ironicznie i trochę agresywnie, niezmiernie mi się jedynie składnia podobała, bo tradycyjny nasz język bardzo lubię. Otóż wyjaśniam, nie było tak, a cały odcinek ponad 380 metrów drogi kosztował mnie ok. 10 tys. zł. Wyszedłem z założenia, że jeżeli mi się Paryja podoba i paryję sobie kupiłem, to nie będę latał do gminy "beceć" jaki to ja jestem pokrzywdzony. Moja decyzja; moje koszty!

Wody przeszły, nieco obeschło, i nadeszły Święta Wielkanocne. Z mojej paryji, jak to na pograniczu, do kościoła w Ołpinach, Żurowej i Swoszowej podobna odległość. Wybrałem Żurową gdzie Mszy Rezurekcyjnej towarzyszy orkiestra. Podobnie jak ubiegłego roku, zaraz po mszy, orkiestra zagrała na placu przykościelnym kilka utworów. Niestety tendencja z roku na rok coraz gorsza. Widziałem jak kapelmistrz spojrzał przez ramię, i stwierdził, że nie bardzo jest dla kogo grać. Albowiem "Towarzystwo" w pośpiechu do "kluchów" pojechało, gdyż orkiestra mu nie dziwna, a brzuch nie sługa i swoje dostać musi. Zapewne też już nie raz, mieszkańcy grę swojej orkiestry słyszeli, więc mogła się trochę obyć. Ale zapewniam, że orkiestra też już nie raz występowała, a jakoś nadal ich to cieszy. Takie to, to nasze poczucie wspólnoty, cała demokracja, kultura i szacunek dla czyjegoś wysiłku. Oczywiście nie każdy musi być intelektualistą, bo by było strasznie nudnie, albo jeszcze by nam na Gminie jaka Loża Masońska powstała. Co innego uważam za niezmierną przeszkodę - niesamodzielność myślenia, zbiorową oporność i odporność oraz słabość jednostki przestraszonej opinii publicznej "A co na to Ludzie powiedzą?!"

. . . wróć