. . . wróć

Preambuła „Sianokosy”

Mnie, jak każdemu w dzieciństwie, czas płynął bardzo powoli. Rzekłbym nawet dłużył się niezmiernie. Pytałem rodziców czy już jestem duży i czy mógłbym już chodzić kosić z ojcem łąkę, a nie rozbijać jak baba pokosy. Co więcej, mówiłem, że jak urosnę to będę siekł od razu wokoło, a nie tak tylko przed sobą jak ojciec. Idąc do szkoły nie mogłem się napatrzeć jak Firlit układa swoje spiralne pokosy niczym kręgi „Ufo”. Był to dla mnie najlepszy gospodarz w okolicy, jedynie starszy brat twierdził, że Giylosek bierze większe pokosy.

Biegając z braćmi po łące wypatrywaliśmy wszelkich żyjątek. Na linkach odzywała się turkawka, z krzaków nad wałem dochodziło melodyjne up,up,up … dudka, czasem udało nam się przyuważyć jego niezdarny ,falisty lot. Wspólnie obmyślaliśmy jak by tu dobrać się do gniazda sroki, na wysokiej granicznej wierzbie uwitego. Wobec żab nie mieliśmy zbyt potulnych zamiarów, ale ojciec w porę interweniował. Ręczne (nikt nam nie dał wideł, bo nie miał też i kto przed bezmyślnością pilnować) rozbijanie najpierw zaczynało się od bójki skoszoną trawą, co gdy tylko ojciec przyuważył zaczął głośno „łajać”, że „polusy” niczego nie szanują, a zamiast robić, to se „bitke” urządziły. Dalsze prace przy sianie nie były już tak frapujące, ale na każdym etapie można było jakąś psotę wymyśleć, o ile tylko zapracowani rodzice nieco uwagi stracili. Najbardziej dłużyło się przewracanie i grabienie, które jedynie czasem padalec lub jaszczurka rozweseliła.

Czasami przy dużych areałach dochodziła jeszcze jedna atrakcja - pomoc międzysąsiedzka, a z nią przysłuchiwanie się rozmowom dorosłych chwalących jakość tegorocznych traw i łaskawość pogody. Chyba wolałem nawet te rozmowy od zabaw z dziećmi, które z nimi przychodziły.

Skok cywilizacyjny ostatnich dziesięcioleci bezpowrotnie pozbawił przyszłe pokolenia dzieci tej sielanki. Gorzej, turkawkę wyparła sierpówka, głos upka (ludowa nazwa dudka – łac. Upupa epops) niewiele kto już rozpoznaje, siana nie ma po co zbierać bo mleko jest w sklepie, a hodowla krów się nie opłaca.

Przeniesienie do tamtej krainy dziecięcej beztroski i w tamte czasy, chociaż ja już jako dorosły doskonale rozumiem, że nie da się siec wokoło, pragnę Państwu zaproponować.

Serdecznie Zapraszam!

Gospodarz na „Paryi”


. . . wróć