. . . wróć

„Zakobyle” – Traktat o „Ludzie i Władzy”

Kobyła to regionalna nazwa charakterystycznie ukształtowanego wzniesienia. Coś w rodzaju występu, jęzora o wydłużonym kształcie, z jednej strony przyczepionego do całości wzgórza. Pozostałe trzy strony to zbocza o znacznym spadku otoczone najczęściej jarami (paryjkami). Taki kształt zawdzięcza głównie budowie geologicznej, charakteryzującej się występowaniem w jej rdzeniu odporniejszych na erozję i trudniej wietrzejących skał macierzystych.

Kobyła na czermneńskim przysiółku Zakobyle dodatkowo z trzech stron opasana jest potokiem, rdzeń stanowią trudno wietrzejące piaskowce ciężkowicko-istebniańskie, widoczne w postaci wychodni skalnych od północy. Ostre zbocza i piaszczysty, przepuszczalny grunt praktycznie pozbawiają rosnący na wierzchowinie drzewostan wód gruntowych. Zasilane jedynie wodami opadowymi drzewa pomimo ponad 120-letniego wieku osiągnęły bardzo mizerne rozmiary. Warunki takie jest w stanie wytrzymać tylko sosna, tworząc rzadkie w naszym regionie zbiorowisko borowe w typie Vaccinio-myrtilli Pinetum, którego nazwa zaczerpnięta jest od nazwy łacińskiej borówki czarnej i sosny (Vaccinium myrtillus, Pinus silvestris). Te karłowate sosny i otoczone potokiem wzniesienie, stanowi niepowtarzalny i niezwykle urokliwy fragment przyrody Naszej Gminy. Z nadejściem wiosny nie znajdziemy tam łanów białych zawilców, zakwitną jedynie niepozorne kwiaty kosmatek. W kierunku potoku siedlisko zmienia się stopniowo, stając się coraz żyźniejsze, przechodzi w podgórski łęg nadrzeczny z olchami i wierzbami, w którym z lubością urzędują stanowiące już prawie plagę chronione bobry.

 

Wierzchowiną biegnie piaszczysta, dość szeroka droga, a przy niej znajduje się pomnik poświęcony poległym w walce o wolność i socjalizm (szczególnie sąsiednia wieś Jabłonica była podczas II wojny silnym ośrodkiem Armii Ludowej). Nie do końca pamiętam widniejący na nim napis, nic nie wiem o ludziach i sytuacjach jakim ten pomnik poświęcono. Ważne jest dla mnie, że jest, że nie podzielił losu jemu podobnych niszczonych dla samego niszczenia. Może uchroniło go, to właśnie niedostępne położenie i zapomniane przez ludzi miejsce. Rewolucja ma swoje prawa, pali z dworem „pańskie zboże” a potem umiera z głodu. Główny bohater „Cichego Donu” raz był „białym” dońskim kozakiem drugi raz czerwonoarmistą i nie mógł zdecydować, którego wroga zabijając jest w porządku z samym sobą. Zmiana jaka dokonała się w Naszym Państwie po 1989 roku z rewolucją nie miała za wiele wspólnego, ale pewne symptomy okazywała. Były to próby wymazania z pamięci ludzkiej blisko półwiekowej historii, byli i tacy co chcieli burzyć oprócz pomników również budowle. Pałac Kultury się nam ledwo ostał, dobrze że po dworce i szpitale nie sięgnęli. Potępieniu medialnemu minionego okresu nie było granic. Tylko gdzie tu miejsce na szeregowego człowieka, którego wolność ograniczona jest z samej zasady (np. istniejące prawo). Jaki wybór miał żołnierz, na ile wierzył w chwytliwe hasła „Nowej Władzy”. Na te pytania jest bardzo trudno odpowiedzieć. Może wielu z „utrwalaczy władzy ludowej” działało w przekonaniu o służbie dla dobra, przyszłości i ludzkości. Czas obalił ich dzieło, z pomników zepchnął w ludzką pogardę. Zachowania społeczne to dziedzina wielce skomplikowana. Niestety bez jednostek skrajnych ludzkość utonęłaby w morzu marazmu. Wiele z takich postaw jest nietrafionych, jednak te nieliczne udane popychają świat na nowe tory.

 

W jednym z ostatnich numerów „Gościa Niedzielnego” Marek Jurek (autsajder z PiS) pisał o oligarchiczności obecnej władzy, o braku obywatelskości jako gwaranta demokracji, niesterowalności medialnej społeczeństwa jako realnego suwerena i kontrolera władzy.

 

            Na sesje Rady Gminy przychodzą obywatele, jeden jako „strażnik praw obywatelskich”, drugi jako „strażnik praw własnych”. Co robią?! Różnie robią! Ale jednak są, coś się przełamało. Jeden z nich w swej „pisowskiej” zapalczywości próbował, zapytaniem radnych o członkowstwo w PZPR, wyłuskać dla Ludu jego obecnych wrogów. Nie pytał w jakim celu przystąpili, co chcieli zrobić, dla Niego sam fakt przynależności wystarczał do wydania wyroku. Nasze władze, te na górze, obecnie „wiecują”, jak dawniej starszyzna rodowa na Ślęży. PO ma prawybory, może trochę fasadowe, może to trochę próba odciągnięcia uwagi od afery hazardowej, ale jednak są. PiS ma kongres, którego chyba najważniejszym celem jest udowodnienie absolutnej hegemonii dwóch Panów Kaczyńskich i prośba o przyjęcie pod Ich nieomylne skrzydła. Kolejnym celem jest wskazanie Ludowi wroga. Jeszcze jeden taki kongres i można będzie sztandar wyprowadzać. Gomułka też zastosował taki manewr, gdy mu się grunt spod nóg usuwał, wskazał Ludowi wroga, którym wtedy byli „Syjoniści”. Zadziwiające podobieństwo. Obietnice rozliczeń, walki z korupcją przypominają obietnice jakie składał Ludowi każdy władca w historii, który chciał jego przychylność zdobyć. Od wieków Lud chce jednego: chleba i igrzysk. Na darmo protest Marka Jurka, to jak głos wołającego na pustyni. Władza Ludowi nigdy się nie podobała, a tylko na chwilę dawał się przekupywać. A przecież władza pochodząca z wyboru, jest taka jaki Lud, który ją wybrał. Gdy Lud kołtuński to i Władza będzie kołtuńska. Władza z nadania, dziedziczna, skazywała narody na swego rodzaju loterię. Panujący władca nakazywał się tytułować: miłościwy, najjaśniejszy… , ba nawet nierzadko żądał czci boskiej. Władza, proszę Państwa deprawuje, a coś takiego jak samooczyszczenie władzy nie istnieje! Bez względu na to od kogo pochodzi, pozbawiona mechanizmów kontrolnych staje się oligarchią. Takimi mechanizmami jest np. kadencyjność (dziwne, że naszym państwie nie dotyczy ona szczebla samorządowego, a dotyczy osoby Prezydenta RP). Długo sprawowana władza utwierdza rządzących w ich niezastępowalności, a nawet nieomylności. „Wielkim Kontrolerem” mają być media, stąd taka batalia o abonament. PiS i SLD posiadające realną przewagę w władzach radiowo-telewizyjnych, wciska Ludowi kit o wiecznym pokrzywdzeniu i niedopuszczaniu do głosu jedynych sprawiedliwych Tego Narodu. Cóż za uzurpacja i hipokryzja! PO chcąc się do tych władz dobrać, powiedziała Ludowi, że zniesie dla Jego dobra abonament – też nieźle. Naród się podzielił! Lud się zacietrzewił. I tyle z tego! Daje Sobą tylko manewrować! O to chyba władzy chodzi, „Dziel i Rządź” – jak powiedział Gajusz Juliusz Cezar. Do kołtunienia Ludu służą metody kołtuńskiej władzy. Psucie zaczyna się od dołu, np. metodyczne punktatorstwo wprowadzane w szkołach, objawiające się wszelkiego rodzaju rankingami, skutkuje koncentrowaniem się nauczycieli na uzyskaniu wyższej ilości punktów, a nie celów wychowawczych. Ogólnopolskie media też wierzą bardziej w badania oglądalności. Szumnie pojmowana „misja” jest im tylko kulą u nogi ( może wyłączając Polskie Radio, a szczególnie I, II i III program). Kształtowanie obywatelskości, to proces bardzo żmudny i nie dający się przełożyć w wymierny sposób punktowy. Jeszcze raz wrócę do „Gościa Niedzielnego”, który jako pismo katolickie automatycznie powinno mieć skłonności propisowskie, a z tym odziedziczyć nienawiść do słowa „liberalizm”. Tak nie jest, i często pojawiają się tam artykuły proliberalne. Liberalizm pojmowany jako wolność i świadomość jednostki co do praw, zachowań i obowiązków (nawet samoograniczeń), w swej formie idealistycznej, stałby się czymś w rodzaju Kropotkinowsko-Bakuninowskiego anarchizmu, negującego potrzebę istnienia państwowości przy założeniu wzorowych (często altruistycznych) postaw obywatelskich (anarchia matką porządku). Władza będzie jaka jest, dopóki nie zmieni się nawet taki szczegół jak to , że Pani, (Pan) na godzinie wychowawczej dalej będzie zajmować się głównie usprawiedliwieniami i uzupełnianiem dziennika. Żeby poprawić gmach w Warszawie przy Wiejskiej trzeba zacząć od zmian w Naszych Wsiach. Tu i Teraz! Wtedy, może po półwieczu, będą widoczne pierwsze wyraźne efekty. Zacznie ustępować odwieczny podział na My i Oni (Lud i Władza).

            Dobrze, że pomnik na Zakobylu pozostał. Tych tam upamiętnionych ludzi ma Kto osądzać. Nie musimy My. Złych przykładów nam nie brakuje, przecież tyle lat Żydzi i Polacy współistnieli na naszych terenach, z mniejszą lub większą wzajemną sympatią.. Dopiero faszystowsko-gomułkowski impuls wepchnął ich nekropolie do otchłani zapomnienia. Wystarczyło powiedzieć Ludowi, że wolno bezkarnie niszczyć, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Nie miał racji Kropotkin, zachowanie egoistyczne przeważają nad altruistycznymi – ani Lud, Ani Władza nie mają niestety samoistnych tendencji uszlachetniających.

 

Mieczysław Solarz, Ołpiny, 07.03.2010r.

P.S. Radny Gminy Szerzyny; Członek PO ze względu na liberalne poglądy; Okazjonalny czytelnik „Gościa Niedzielnego”, ze względu na mały stopień atawizmu, który niestety innym katolickim mediom niezmiernie się udziela.

. . . wróć